| Informacje o Dragonk |
| Dołączył: |
12-20-2011 |
| Ostatnia wizyta: |
Dzisiaj 14:03 |
| Razem postów: |
258 (1,7 postów dziennie | 13.2 procent wszystkich postów) (Znajdź wszystkie wątki — Znajdź wszystkie posty) |
| Spędzony czas online: |
1 Miesiąc, 6 Dni, 14 Godzin, 43 Minut, 50 Sekund |
| Poleconych użytkowników: |
4 |
| Reputacja: |
4 [Szczegóły] |
| Punkty | 39588 |
| Yen | ? |
| Nhp | ? |
| Statystyki |
| Siła | ? |
| Wytrzymałość | ? |
| Szybkość | ? |
| Zręczność | ? |
| Chakra | ? |
| Specjalizacje |
| Taktyk | ? |
| Wojownik | ? |
| Medyk | ? |
| Przywódca | ? |
| Skrytobójca | ? |
| Szpieg | ? |
| Podstawowe informacje |
Imię i nazwisko: Yukihyou Animaru
Klan: Animaru
Wioska: Sawagakure no Sato
Wiek: 16
Wygląd:
![[Obrazek: avatar_1.png?dateline=1327871277]](http://nhanashi.tk/uploads/avatars/avatar_1.png?dateline=1327871277)
Rodzice: Yukiro i Mitasha Animaru; opiekunka, siostra: Nitara Animaru
Historia postaci:
Część 1: Koniec i początek
Deszcz padał nieprzerwanie już trzeci dzień. Wysoko w górach, naprzeciw siebie stoi potężny shinobi, aktualny przywódca klanu Animaru, w swoim jasnoniebieskim płaszczu pokrytym znakami Wioski Ukrytej w Dolinie oraz klanu i nieznający litości demon, nie będący ogoniastą bestią, mimo że posiada jeden ogon. Jego wygląd przypomina kilkunastokrotnie powiększonego wilka o długiej, śnieżnobiałej sierści ze złowieszczymi, czerwono-krwistymi oczami.
***
W tym samym czasie, w szpitalu na sali porodowej leżała kobieta. Wiadome jest, dlaczego w tym miejscu. Na pierwszy rzut oka widać, że zaczyna się poród.
***
Mężczyzna z rozmachem wbił swoje katany w ziemię.
-Ty, a potem Twoja wioska zostaną zniszczone. – Rozbrzmiał mało wyraźny, pełen negatywnych emocji głos. Głos, który brzmiał niczym gromy spadające z nieba. Ninja nie przejął się tymi słowami i wykonał technikę, która jest wręcz podstawowa dla jego klanu. Było to Henkan Gijutsu od razu wykonał też Teikyo Gijutsu. Zamienił się w niedźwiedzia, dokładnie brunatnego, większego od człowieka. Mimo to nadal było mu daleko do demona.
***
Głośne stęknięcie rozbrzmiało w sali, widać było, że kobieta jest tutaj zupełnie sama, znaczy lekarz i pielęgniarki byli, ale nie było przy niej żadnej bliskiej osoby. W pewnym momencie lekarz rzekł „rozpiętość 3 palce, przygotujcie się”. Jedna pielęgniarka od razu zaczęła przygotowywać wszystko do porodu, zaś druga instruowała kobietę.
***
-Zabawmy się. – Odparł pogardliwym tonem do wilka. Na jego twarzy nie było ani wcale strachu, jedynie pewność siebie i odwaga. To wraz z deszczem budowało dziwny nastrój, niedźwiedź stojący naprzeciw olbrzymiemu demonowi, w dodatku wyrażając się do niego pogardliwie, niedźwiedź który w porównaniu do wilka wyglądał jak noworodek przy dorosłym mężczyźnie.
Niespodziewanie łapa wilka była już nad Animaru. Stało się: łapa wilka stanęła na ziemi. Jednak po chwili jeden z palców odsunął się od reszty. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak niedźwiedź zdołał dobyć katan w tak szybkim czasie i odciąć ten kawałek ciała demona, który w tym momencie zawył do księżyca.
***
-Dopiero rozwarcie na 4 palce. Proszę jeszcze nie przeć. – Rozniósł się donośny głos lekarza, który przebił się przez okrzyki bólu, które wydawała kobieta. Wiadomym było, że chciała już mieć za sobą, zresztą kto by nie chciał, przecież to taki ból...
***
Zaczął biec po nodze przeciwnika. Dobiegł aż do kolana, a wtedy wilk zaczął się miotać, wymachiwać ową nogą, aby strącić niedźwiedzia, a ten zaś poczuł, że odlatuje od niego więc wychylił się w przód i wbił katany w łapę. Bronie były tak ostre, że zaczęły pod wpływem ciężaru właściciela rozcinać kończynę. Po dotarciu do ziemi Animaru zauważył, że palec z powrotem się przyczepił. Na jego twarz wtargnęła niepewność i przerażenie.
-Czym Ty do cholery jesteś?! – Wykrzyknął, a jego głos był niby pewny siebie, ale wybrzmiewał niepewnie, niby odważnie, a jednak można było w nim wykryć strach. Wilk w odpowiedzi jedynie się zaśmiał i kopnął Animaru, który odleciał na 30 metrów, a na koniec uderzył plecami o drzewo, z którego wystawał kawałek złamanej gałęzi. Oderwał się od drzewa, a z jego ramienia polała się krew.
***
-Szyjka macicy całkowicie rozwarta, proszę zacząć przeć. – Rzucił lekarz. Dla niej zaczęła się chyba najgorsza część porodu, nie mogła się już doczekać końca. Dla lekarza i pielęgniarek wyglądało to, jak po prostu codzienna rutyna, a jednak każdy poród był inny. Jednak w tym bólu poczuła przypływ energii.
***
-Odpowiadasz na moje pytanie, że jesteś niepokonany? – Głos mężczyzny się rozniósł po okolicy. – Zaraz to sprawdzimy! – Powrót pełni zdecydowania, odwagi, pewności siebie nastąpił szybko. Niedźwiedź zaczął biec, biec bardzo szybko w stronę demona. Jego katany były wystawione przed jego ciało, ostrze wychodziło od zewnętrznej strony dłoni, czyli trzymał broń odwrotnie niż większość wojowników, znaczy tych niewprawionych. Gdy był dostatecznie blisko, wskoczył na lecącą ku niemu łapę demona. Następnie czując, że nie utrzyma się na niej zbyt długo odbił się ku drugiej. Tam zaś zrobił to samo, aby dostać się jak najwyżej. Jednak wilk zrobił coś nie spodziewanego – uniósł przednie łapy w powietrze, gdy Animaru był w locie. Następnie starał się je uderzyć o siebie tak, aby zmiażdżyć swojego wroga. Mężczyźnie udało się jednak odciąć stopy demona w ostatniej chwili. Następnie upadł na ziemię, wbił katany w ziemię i się o nie oparł ciężko oddychając. Wróg jednak wykorzystał chwilę nieuwagi i z powrotem przyczepił sobie łapy. Od razu po tym machnął nimi tak, że rozciął niedźwiedziowi ramiona swoimi pazurami. Animaru po tym upadł na plecy, widział, że rzeczywiście jego szanse na wygranie tej walki są małe.
***
Dziecko zaczęło już wychodzić na świat. Jednak trwać to miało jeszcze jakiś czas. Jego główka znajdowała się dopiero w połowie drogi. Kobietę motywował zaś fakt, że ta ciąża już się kończy i niebawem będzie mogła wrócić do swoich zajęć, a w tym ćwiczenia własnego ciała. Jako, że miała już dorosłą córkę czuła, że w tym czasie gdy sama będzie coś robić to dziecko będzie pod opieką. Tak więc parła i angażowała się z całych sił w ten poród, aby wreszcie to się skończyło.
***
Obolały przywódca wrócił do swojej ludzkiej postaci i powoli się podniósł. Włożył katany do pochew u swoich obu boków. Następnie szybko odbiegł kilkanaście metrów od demona, a po drodze unikał kul ognia, którymi miotał w niego wilk.
-Tak więc chcesz zniszczyć Sawagakure no Sato, mój dom!? – Pytanie było bardziej retoryczne, a w głosie mężczyzny było czuć olbrzymią jak na niego niepewność. Czekał chwilę na odpowiedź, ale jej nie usłyszał i nadal był zmuszony do uników. Zdecydował się więc na krok ostateczny. – Wiedz, że Ci na to nie pozwolę! – Wrzasnął na demona, a następnie wykonał jedną z najpotężniejszych technik, o jakich istnieniu sam wie, a mianowicie Okina Henkan Gijutsu. Teraz naprzeciw demona stanął równy jego wielkości nosorożec. Wilk aż się cofnął, najwyraźniej zląkł się tego, co zobaczył.
-Jak... jak to zrobiłeś? – Wykrztusił z siebie wilk. W jego głosie był strach, strach tak wielki, że aż niepodobny do demona.
***
Poród przebiegał sprawnie. Część główki dziecka było już widać, kobieta się nie poddawała. Pomyślała w końcu o swoim mężu, który przez bardzo ważną misję nie może teraz być z nią tutaj. Marzyła sobie, jak to będzie wrócić do domu, przytulić się do niego, odpocząć w jego ramionach po porodzie... po całej ciąży.
***
Nosorożec wykonał stojąc naprzeciw demona Okina Hinan Gijutsu. Olbrzymia kula stworzona z chakry pomknęła ku przeciwnikowi. Wilk w ostatniej chwili zdążył odskoczyć od niej. Chakra poleciała dalej i uderzyła w jeden szczyt, a potem zniszczyła go doszczętnie, dokładniej pół góry zostało zniszczone.
-Przez Ciebie, śmieciu nie zobaczę mojego dziecka! – Dosłownie warknął z gniewem i wyrzutami Animaru. Po słowach od razu popędził całą swoją siłą na demona z celem nadziania go na róg. Udało mu się to, klatka piersiowa demona była przebita wraz z jego sercem.
-Nie wierzę... Nie wierzę, kim Ty jesteś? – To były ostatnie słowa potwora, a od razu po nich deszcz przestał padać. Mężczyzna zaś wykorzystał ½ chakry, która mu pozostała, aby wrócić do ludzkiej formy. Wyglądał tragicznie, z jego oczu, ust, nosa ciekła krew, skóra na rękach, nogach, tułowiu była dosłownie porozrywana. Mężczyzna cały był pokryty krwią. Ledwo przez zalane krwią oczy dojrzał w ciele demona coś dziwnego, w jego rogu znajdował się doskonale okrągły kamień, który posiadał niebieską aurę, wyglądała jak... chakra. Postanowił resztkami sił zrobić coś z tym przedmiotem zanim demon się odrodzi. Dostał się do tego kamienia i go wyjął, a potem, po wyjściu z ciała bestii, trzymając kamień w jednej dłoni uderzył drugą w najbliższy mu głaz. Tym samym wykonał technikę pieczętującą i zapieczętował kamień z energią w głazie.
-Tutaj będziesz bezpieczny. – Powiedział jakby do kamienia po czym wyjął kartkę i napisał coś na niej. Ostatnie co zrobił, to uniósł obie katany do góry i zaczął uderzać w głaz z pieczęcią, aż ten rozsypał się na 8 kawałków. Ostatkiem chakry wykonał technikę Fuuton: Daitoppa, która rozrzuciła 8 kawałków, a część owych stoczyła się z góry, inna część została na niej, a jeszcze dwie wpadły w otoczenie innych głazów. Yukiro upadł na ziemię, umarł z wyczerpania i wyniszczenia organizmu technikami klanowymi.
***
W tym samym czasie w pełni na świat wydostał się jego syn. Noworodek od razu po wydostaniu się zaczął płakać. Lekarz go obejrzał.
-Na pierwszy rzut oka wydaje się zdrowy. – Zabrzmiał werdykt znawcy...
Część 2: Powrót
Był już ranek, a na miejsce zdarzenia dotarło dopiero wsparcie wysłane przez Taikage. Były to trzy oddziały czteroosobowe. Wszyscy posiadali maski oraz po jednej katanie na ich plecach. W zależności od oddziału ich maski różniły się kolorem, występowały więc trzy: niebieski, biały i czerwony. Płaszcze mężczyzn były podobnie do płaszcza Yukiro, czyli jasnoniebieskie, a różniło je to, że widniały na nich jedynie znaki Sawagakure no Sato. Dwa oddziały miały objąć za cel odciąganie uwagi demona, a kolejne pieczętowanie go do specjalnego pojemnika. Dzięki temu zdobyliby czas na wybranie nosiciela tej potwornej energii.
-Czyżbyśmy się spóźnili? – Rzekł jeden z drużyny pieczętującej, miał białą maskę.
-Cholerny Yukiro! Miał wstrzymać demona, a nie go zabić! – Wrzasnął rozgniewany mężczyzna z czerwoną maską. – I gdzie do cholery jest? – Po sekundzie podszedł do niego jeden z innego oddziału i złapał go za ramię.
-Uspokój się Jashito, skoro udało mu się go zabić to nie mógł być demon... a więc i jego siła nie była aż tak olbrzymia. Tylko ciekawi mnie, podobnie jak Ciebie gdzie wybył Yukiro. – Uspokoił go kolega z niebieską maską. Jego głos był w pełni spokojny i opanowany. – Teraz powinniśmy poszukać przywódcy Animaru, pewnie jest wyczerpany.
-E tam nic mu nie jest. Pewnie ruszył dalej wykonywać swoją misję. – Rzekł ciut rozbawiony koleś w białej masce.
***
W tym samym czasie już w znacznie lepszym humorze, ale wciąż obolała po porodzie Mitasha szykowała się do opuszczenia szpitala. Zbierała swoje rzeczy z pokoju i wkładała je do dużej torby.
-Cześć, mamo. – Otworzyły się drzwi do pokoju, a do środka weszła młoda dziewczyna. Miała na sobie czerwoną tunikę oraz luźne brązowe spodnie. Na rękach trzymała dziecko, chłopczyka. Wyglądał jakby miał roczek, bo rzeczywiście tyle posiadał. Na sobie miał czerwoną bluzę i brązowe spodnie, podobnie kolorystycznie do swojej siostry.
***
Cały czas maszerowali spokojnym, ale zdecydowanym tempem w stronę ciała wilka.
-Zobaczcie tam obok! – Przerażenie w głosie, odrobina strachu i zaniepokojenia taki tym razem głos był wcześniej rozwścieczonego mężczyzny, który miał wyrzuty do martwego już Animaru. Podczas słów wyciągnął dłoń i wskazał na wyniszczone ciało leżące obok ciała demona.
Bez słowa 12 ninja wybiegło do ciała bohatera. Jeden z oddziału posiadającego niebieskie maski sprawdził, czy na pewno wojownik zmarł. Przyłożył mu dwa palce do szyi i nie wyczuł tętna, następnie przyjrzał się jego ranom.
-Nie żyje. – Rzekł po chwili ze smutkiem. Stanęli dookoła niego i uszanowali jego odejście minutą ciszy. Potem wyjęli z jego dłoni katany i przerzucili ciało na plecy. Z problemem dojrzeli zakrwawioną kartkę.
-Katersu byłeś jego uczniem. Sprawdź co to za kartka. – Powiedział Jashito do tego samego mężczyzny, który „zbadał” zwłoki, poklepując go po plecach dodał. – Nie martw się, takie rzeczy się niestety zdarzają.
***
Kobieta miała już spakowane wszystkie rzeczy. Siedziała wraz z córką i swoim dzieckiem na łóżku, gdy do pokoju wszedł doktor trzymając 1-dniowe dziecko, chłopczyka.
-Skończyliśmy wszystkie badania, jest zdrowy. – Rzekł z uśmiechem do kobiety, z uśmiechem. Wyciągnął ręce, na których trzymał dziecko w stronę matki.
-Dziękuje, doktorze. – Odparła kobieta ze szczerym uśmiechem i wzięła od niego dziecko. Potrzymała je chwilę na kolanach, po czym wstała pytając uprzejmie. – Nitara weźmiesz tą torbę?
-Oczywiście mamo. – Odezwała się córka, która również się podniosła. Młodszego brata położyła na łóżku i zarzuciła sobie przez ramię torbę. Wzięło chłopczyka na ręce i kobiety razem ruszyły do wyjścia.
***
-Więc powiadasz, że chciałby abyśmy zanieśli te katany jego żonie wraz z tą kartką, a potem ma te bronie dać jego dzieciom? – Zapytał Jashito gładząc się po brodzie. – Chyba możemy tyle dla niego zrobić, Katersu weź te bronie i kartę. Drużyna pieczętująca niech weźmie ciało i wracamy. – Rzekł do swoich kamratów, najwyraźniej to właśnie on pełnił w tej misji rolę dowódcy.
***
-Tak w ogóle ojciec już wrócił? – Zapytała kobieta wracająca z córką ze szpitala. Szły obie przez miasto, a jej córka pchała wózek ze starszym synem oraz niosła torbę matki. Zaś sama Mitere niosła na rękach swoje najmłodsze dziecko.
-Nie. – Odpowiedziała z uśmiechniętą twarzą Nitara. – Pewnie znów robi sobie jakieś dodatkowe zajęcia.
-Możliwe... a mógłby chociaż się pośpieszyć i mnie ze szpitala zabrać. – Odpowiedziała z wyrzutami.
-Może pójdziemy tam nieco odpocząć? – Córka spojrzała w dal, a potem wskazała dłonią restaurację znajdującą się kilkaset metrów przed nimi.
-W sumie też się zmęczyłam. – Odpowiedziała matka. – Poza tym pewnie obiadu nie zrobiłaś?
-No... więc... nie. – Odpowiedziała córka widocznie zakłopotana tym pytaniem swojej mamy.
***
-Katersu jako, że byłeś jego uczniem to może powiesz nam dlaczego to właśnie Yukiro był przywódcą klanu, co? – Uprzejmie zapytał jeden z drużyny pieczętującej.
-Dziwne pytanie, prawdę mówiąc nigdy się nie zastanawiałem. – Odpowiedział zamyślonym tonem zapytany mężczyzna. – Z resztą co tutaj dużo mówić. Widziałeś tą powaloną bestię? My pewnie byśmy tutaj wszyscy mieli z nią nieco kłopotu. – Dodał z lekkim smutkiem.
-Ale to przecież był zwykły przerośnięty zwierzak. – Od razu zanegował odpowiedź facet w biały masce.
-Czy ja wiem, wyglądał groźnie. – Wtrącił się jeden z czerwoną maską, przy czym wzruszył ramionami. – Ale co z tego, że go pokonał skoro sam zginął?
-Z tego, co napisał, a czego nie przeczytałem... Znalazł w ciele tego zwierzęcia jakieś tajemnicze źródło chakry, które zapieczętował. Jednak nie napisał w co je ukrył. – Dodał po chwili Katersu na obronę swojego mistrza. – Napisał również, że ten wilk korzystał z tego źródła chakry.
***
-Ciekawe kiedy Yukiro wróci. – Zaczęła matka, gdy siedziały w restauracji i jadły podane im jedzenie. Kobieta miała porcje ramen, a jej córka postanowiła zjeść sushi.
-Mam nadzieję, że szybko, aby mógł zobaczyć swojego syna. – Dodała po chwili kobieta. – Poza tym tęsknie za nim. Minął już tydzień od kiedy wyruszył.
-Nie martw się, Mamo, na pewno nic mu nie będzie i wróci pewnie jeszcze dziś! – Entuzjastycznym tonem odparła Nitara, po czym wróciła do spożywania swojej porcji jedzenia.
-Obyś miała rację. – Odpowiedziała Mitasha, której mina sugerowała, że czuje się dość dziwnie.
-Coś się stało? – Zapytała nieco przestraszona córka.
-Nie, nic... Po prostu jestem zmęczona po porodzie. – Rzekła kobieta uśmiechając się do swojego dziecka. Po tych słowach wróciła do jedzenia.
***
-W sumie dojdziemy do Sawagakure za kilka godzin. Pogoda jest o wiele lepsza i brak deszczu pomaga nam w marszu. Eh... – Westchnął Kateresu. - Gdyby taka pogoda była jak wyruszaliśmy na misję... – Mówił dalej, gdy przerwał mu głos Jashito.
-Przestań narzekać. Rozumiem, że to był Twój sensei, ale takie gdybanie, narzekanie itp. nie pomoże mu. Poza ta walka była jego decyzją, podjął się tego. Pewnie od razu liczył się z konsekwencjami i na pewno nie chciałby, aby teraz opłakiwać go. Założę się, że wolałby, abyśmy się cieszyli z zażegnania zagrożenia. – Mężczyzna z czerwoną maską mówił pewnie siebie i z nutką podirytowania.
***
Mitasha wraz z dziećmi dotarła do domu. Minął ciężki dzień dla nich więc kobieta z córką poszły szybko spać, a dzieci zdążyły usnąć jeszcze przed nimi. Noc przebiegła spokojnie, żaden z synów byłego przywódcy Animaru nie płakał, ani nawet się nie przebudził.
Rano Mitashę zbudziło pukanie do drzwi. Podniosła się z łóżka, przeciągając przy tym. Kobieta spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę 6:00. Szybko zarzuciła na siebie sweter i ruszyła otworzyć drzwi z nadzieją, że zobaczy za nimi swojego ukochanego. Jednak za drzwiami stał jej znany już były uczeń jej męża, Katersu.
-Dzień dobry. – Powiedział z zakłopotaniem mężczyzna. Nie wiedząc, jak się zabrać do przekazywania niezbyt dobrej nowiny kobiecie.
-Wejdź do środka. – Rzekła do niego Mitashe, przy czym sama się odwróciła i ruszyła w stronę kuchni. Tam usiadła przy stole. Całe zamieszanie zbudziło również dzieci. Nitara wyszła najpierw do kuchni, zdążyła się tylko przywitać z mężczyzną i ruszyła do płaczących dzieci.
-Tak więc, co Cię tutaj sprowadza? – Zapytała kobieta. Nie zauważyła ona, że na plecach mężczyzny wiszą katany jej męża, które były dość specyficzne. Wyryte na nich były napisy: „Ideały siłą” i na drugiej „Uczucie potęgą”.
-Przykro mi... – Zaczął Katersu, a każde słowo wypowiadał z coraz większym zakłopotaniem. – Yukiro...
-Co z nim?! – Pośpieszyła kobieta unosząc się z krzesła. Jej dłonie wręcz natychmiastowo oparły się o blat stołu.
-On... nie żyje. – Wykrztusił wreszcie mężczyzna. Po tych słowach kobieta opadła na krzesło i po jej policzkach popłynęły łzy.
-Chciał, aby zostawić Ci tę kartkę oraz te dwie katany. – Dodał po chwili wyciągając kartkę i kładąc ją na stół. Powoli przesunął ją w stronę Mitashe. Podobnie uczynił z mieczami...
Część 3: Nadzieja
Młody 12 letni chłopiec szedł z bratem kilkanaście metrów przed dwiema kobietami. Obaj wyglądali na zadowolonych. Mieli na sobie czarne spodenki oraz białe koszulki. Przy boku jednego w pochwie była katana. Drugi miał swoją na plecach. Dookoła widniały budynki Sawagakure no Sato, a pogoda była wręcz idealna. Około 20 stopni Celsjusza, słonecznie z delikatnym orzeźwiającym wiatrem. Idealny dzień na rozpoczęcie nauki w szkole.
-Nareszcie idziemy do akademii. – Powiedział z podekscytowaniem. – Zawsze o tym marzyłem, nie mogłem się doczekać.
-Nie podniecał się tak, Yukihyou. – Odparł surowo drugi. – To nic nadzwyczajnego.
-Chodź raz mógłbyś się wyluzować Yuuki. – Rzekł chłopak z kataną przy boku. – Jeśli będziesz taki sztywny to nikt Cię nie polubi!
***
-Mamo, naprawdę uważasz, że to dobry pomysł zapisać ich do akademii na ten sam rocznik? – Zapytała dziewczyna.
-A dlaczego nie? Poradzą sobie lepiej i zawsze kogoś znajomego będą mieć. Poza tym Nitara masz już 30 lat. Jesteś jouninką. Powinnaś jeszcze co nieco pamiętać na temat samotności w takich miejscach jak akademia. – Odparła z zadowoleniem Mitasha. – Poza tym pewnie będą ze sobą konkurować, dzięki czemu ich stopnie będą lepsze!
-Skoro tak uważasz... ale nie zapominaj, dlaczego Yuuki mieszka u wujka... Co do samotności to wiesz, że poznałam tam swojego męża... – Powiedziała z zamyśloną miną dziewczyna. – Szkoda, że go tutaj z nami nie ma. – Dodała po paru chwilach, ocierając dłonią oczy.
-Na pewno jest. – Pocieszyła ją matka i objęła dłonią, pocierając nieco o ramię. – Pewnie jest dumny z Ciebie!
***
-Tak w ogóle to jak jest tam u wujka mieszkać? – Zagadał Yukihyou ze swym uśmiechem, który przez niektórych, a dokładniej Yuukiego jest odbierany jako złośliwy.
-O wiele lepiej, bo Ciebie tam nie ma! – Rzekł chłopak w odpowiedzi. – Poza tym jest silniejszy od naszej siostry i miałem z nim treningi. Teraz nikt mi nie podskoczy!
-Nie byłbym tak tego pewien na twoim miejscu. Nawet nie potrafisz broni trzymać. – Odparł Yukihyou swoim wrednym tonem, unosząc dłonie za głowę. – Pewnie pierwszy lepszy dzieciak dałby sobie z Tobą radę. – Dodał już spokojnie i widocznie prowokująco swojego brata.
-Zaraz możemy się przekonać! – Wrzasnął Yuuki łapiąc za swoją katanę. Yukihyou spojrzał na swojego starszego brata i się uśmiechnął, równocześnie wyciągając swoją broń. Miecz Yuukiego przecinał już powietrze przed jego bratem, gdy ten odchylił się do tyłu i sparował cios bezpośrednim uderzeniem swoją kataną.
-Cóż widzę, że czeka mnie zabawa. – Rzekł żartobliwie do starszego brata. Następnie starał się go kopnąć w brzuch, a ten przeskoczył w bok i znów ciął mieczem. Tym razem celował w nogi młodszego. Kolejny raz reakcja Yuukihyou pozwoliła mu sparować uderzenie.
Od razu widząc to Nitara podbiegła i złapała chłopaków za ręce, w których trzymali katany i uniosła do góry. Tak, że jej ręce były wyprostowane. Po chwili katany upadły na ziemię.
-Co to ma znaczyć?! – Wrzasnęła, przy czym okręciła się wokół własnej osi, na jednej nodze, rzucając chłopców na ziemię, w dwie różne strony. Obaj leżeli, patrząc w gniewie na siostrę.
-Popsułaś nam zabawę. – Odparł Yukihyou wstając, a jego starszy brat podniósł się bez słowa. Obaj podeszli bliżej dziewczyny i zabrali swoje bronie.
-Oddawaj tamta jest moja. – Powiedział sztywno Yuuki.
-To Ty najpierw oddaj mi moją. – Odparł na to spokojnie młodszy z braci.
-Zamknijcie się i oddajcie sobie te miecze w końcu! – Odezwała się dość szorstkim i głośnym tonem ich starsza siostra. – Nie mam zamiaru czekać w nieskończoność!
***
Po kilkunastu minutach rodzina szła dalej, w szeregu. W środku była Mitasha i Nitara. Po stronie 30-letniej kobiety Yukihyou, a na drugim końcu Yuuki.
-Nadal twierdzisz, że to dobry pomysł, aby byli razem w klasie? – Zapytała ze śladami zadowolenia Nitara.
-Miałam nadzieję, że choć trochę dorośli przez ostatni rok, ale najwyraźniej się myliłam. – Odparła matka trzymając splecione ręce przed sobą. Podczas mówienia spojrzała, wzrokiem mówiącym „zawiodłam się”, na obu swoich synach.
-To było do przewidzenia, szczególnie po tym, co wydarzyło się rok temu. Oni są tacy sami i to jest problemem, bo żaden nie jest na tyle mądry, aby ustąpić... Dobrze, że tak się skończyło i żaden z nich nie wylądował, jak wtedy, w szpitalu. – Powiedziała pouczającym tonem Nitara, trzymając swoje ręce za plecami.
-Przykro mi to mówić, ale masz rację.
***
Od razu po dotarciu do akademii Mitasha poprowadziła swych synów, zamiast do klasy, to do dyrektora placówki. Zapukała w drewniane, masywne drzwi, po czym je otworzyła i lekko popchnęła swoje dzieci do środka. Wewnątrz ściany były pomalowane, podobnie do korytarza, kremową farbą. Na środku pomieszczenia stało wielkie biurko, za którym zasiadał mężczyzna z siwymi włosami.
-Dzień dobry, coś się stało? – Staruszek zapytał uprzejmym tonem. Po jego pytaniu na twarz Nitary wkradła się satysfakcja.
-Tak, proszę pana. – Odparła ze wstydem w głosie matka. – Chciałabym, aby ta dwójka trafiła do osobnych klas. – Dodała wręcz natychmiastowo, aby nie tracić czasu mężczyzny, z poddenerwowanym głosem.
-Spokojnie pani Animaru. Proszę mi wyjaśnić, skąd taka nagła zmiana zdania, bo z tego, co wiem nauka Yuukiego została opóźniona o rok specjalnie, aby trafili oni do jednej klasy, czyż nie? – Splatając dłonie i opierając łokcie o blat poprosił dyrektor, z nieukrywanym zdziwieniem.
-Rok temu Yuuki i Yukihyou pobili się w domu, gdy byłam na zakupach. Nitara miała akurat misję, więc jej też nie było. Chłopcy się pobili i to nie tak, jak normalne dzieciaki. Tylko od razu sięgnęli po katany! – Tłumaczyła kobieta. – Gdy wróciłam do domu obaj leżeli na ziemi z poważnymi ranami. Na szczęście...
-Co to ma wspólnego z tą sprawą? – Przerwał siwy mężczyzna.
-Zaraz wyjaśnię, ale pozwoli pan, że dokończę. – Odparła Mitasha i wróciła do opowiadania. – Tak więc zawołałam sąsiadów i wspólnymi siłami na czas udało nam się zabrać Yuukiego i Yukihyou do szpitala. Parę minut później bym wróciła i byliby martwi. – W tym momencie Yukihyou prychnął śmiechem, na co kobieta odpowiedziała mu surowym spojrzeniem i po chwili wróciła do tłumaczenia. – Yuuki po tym zamieszkał u brata mojego zmarłego męża, aby ta sytuacja się nie powtórzyła. Miałam nadzieję, że przez ten rok zmądrzeją, ale oni zaczęli na naszych oczach! Po drodzę do akademii!
-W takiej sytuacji nie mamy wyjścia. Zrobię, co w mojej mocy, aby nie byli w jednej klasie. W zasadzie nie można dopuścić do tej sytuacji, bo chłopcy mogą znów się pobić i narobić kłopotów samym sobie, jak i wszystkim dookoła. – Odparł mężczyzna z nieco zszokowaną miną...
Część 4: Nauka
Minął już ponad rok od kiedy Yukihyou chodzi do Akademii Ninja. Na szczęście nie widywał praktycznie swojego brata. To przez to, że ich klasy miały tak ułożone plany, że cały czas miały lekcje po dwóch różnych stronach budynku. Ten rok był dla obu owocny, mieli oni dobre oceny, klasa Yukihyou uczyła się Kawarimi no Jutsu, a klasa Yuukiego Bunshin no Jutsu. Po lekcjach oboje trenowali walkę katanami, Yuuki pod okiem ich wujka, a Yukihyou ze swoją siostrą, Nitasą.
***
Był 15 października, tego dnia Yukihyou skończył zajęcia już o godzinie 12:00. Wszedł do domu, gdzie czekały na niego już Mitasha i Nitara. Na stole w kuchni przygotowane były 3 talerze z nalaną zupą.
-Cześć. - Powiedział poważnym tonem chłopiec.
-Dobrze, że już jesteś. - Rzekła jego siostra, przy czym zaczęła jeść. - Dzisiaj będzie jeden z najtrudniejszych treningów dla ciebie, ale gdy to Ci się uda to poznasz najważniejszą technikę naszego klanu.
Yukihyou tak podekscytowały te słowa, że od razu usiadł przy stole i w mgnieniu oka zjadł danie, którego najbardziej nie lubił - zupę warzywną.
-O już zjadłeś. - Zdziwiła się matka, która ledwo co zjadła 1/4 miski.
-Idź przed dom się rozgrzać, a ja dokończę. - Powiedziała Nitasu do swojego młodszego brata i po słowach wróciła do jedzenia. Po tym chłopiec od razu wybiegł z mieszkania.
-Jesteś pewna, że jest gotowy? - Zapytała z niepokojem w głosie Mitasha.
-Oczywiście! Prawie każdy dzieciak w jego wieku poznaje technikę przemiany. - Zapewniła Nitasu, z pewną siebie miną.
-Mam nadzieję, że się nie mylisz. - Odparła jej matka.
***
Yukihyou kończył już drugie okrążenie dookoła domu. Po chwili, gdy już skończył stanął naprzeciw drzwi i zrobił 10 głębokich, wolnych skłonów. W tym momencie drzwi się otworzyły, a zza nich wyszła jego siostra.
-Gotowy? - Zapytała z uśmiechem. - W zasadzie nie wiem, po co była ta rozgrzewka, bo to bardziej statyczny etap będzie. No cóż, jak już się rozgrzałeś to nie zaszkodzi. - Powiedziała z wrednym uśmiechem.
-Przecież sama mi kazałaś to zrobić! - Z oburzeniem rzekł chłopiec. - Skoro masz sklerozę to i może się z tym etapem mylisz. - Dodał po chwili spokojnym tonem, jednak jego mimika dawała do zrozumienia, że żartuje. Co, jak co ale w tym momencie na pewno nie chciał obrazić siostry. W końcu gdyby się obraziła to pewnie nie nauczyłby się tej techniki.
-Najpierw będziesz musiał dostać się do swojego umysłu. - Zaczęła poważnym tonem, co dawało od razu znać, że nie żartuje sobie teraz z młodego Animaru. - Wyobraź sobie, że jesteś we własnym ciele, a następnie jeżeli od razu tam nie trafisz idź do ziemi. Jest to zdolność związana z naszym klanem, w pełni naturalna. Więc to kwestia przełamania sztucznie wytworzonej przez Twój umysł bariery. Następnie w środku wybierz, którąś księgę i przyłóż do niej rękę. Będziesz musiał ją wchłonąć.
-Już kiedyś tam byłem! - Przerwał dość głośnymi słowami Yukihyou. - Dotknąłem jakąś księgę i zniknęła. Wydawało mi się, że to sen, ale skoro teraz o tym mowa to było zbyt realistyczne, jak na fikcję wytworzoną przez mój umysł.
-Doskonale! - Głośniejszym tonem rzuciła dziewczyna. - Masz więc już część za sobą. Oczywiście tą łatwiejszą. Ale jestem ciekawa kiedy to było i co wybrałeś?
-Wieczorem, po pierwszym dniu w akademii. - Odpowiedział - Nie wiem. Pierwszą księgę, jaką zobaczyłem dotknąłem. Nie zastanawiając się, co w niej jest.
-Miejmy nadzieję, że coś dobrego... - Rozległ się głos Mitashy, która właśnie otworzyła drzwi i wyszła z mieszkania.
-Miejmy... - Przytaknęła Nitasu. - No dobra wracamy do techniki. Tak więc, Yukihyou, technika nazywa się Shuko Gijutsu oraz nie robi się przy niej żadnych pieczęci. Polega ona na tym, że dostajesz się do swojego umysłu i tam przypominasz sobie, a raczej przy pomocy chakry wytwarzasz przed sobą dwie pary nici DNA. Jedna jest Twoją aktualną, a druga owego zwierzęcia, jakie wybrałeś. Musisz je zamienić miejscami. - Powiedziała spokojnym, wyraźnym, wolnym tonem. Tak, aby Yukihyou wszystko dokładnie usłyszał i zapamiętał. -A i jeszcze jedno... Boli jak cholera. - Dodała z wrednym uśmiechem. - Pokazałabym Ci, ale dość że ból to zobaczysz tylko efekty, a nie jak to wykonać. Powodzenia. - Po tych słowach ruszyła w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz? - Zapytała Mitasha ze zdziwieniem.
-Teraz musi sam trenować. Lepiej mu tego nie wytłumaczę, a jak będzie miał pytania to wie, gdzie mnie szukać. - Odpowiedziała Nitasu.
-Owszem wiem. - Rzucił Animaru. - Na razie.
-No dobrze, to ja idę pozmywać. - Powiedziała matka i sama też weszła do środka.
-Fajnie... Sobie poszły, a ja musze się głowić, jakim cudem udało mi się wcześniej do własnego łba wleźć. - Rzekł sam do siebie.
***
-Mówiłam, że sobie poradzi. - Odezwała się Nitasu siedząca przy stole w kuchni. - Tutaj okazuje się, że już rok temu pierwszy etap miał za sobą!
-Rzeczywiście. Nie sądziłam, że sobie poradzi, a teraz wiem, że da radę... Ciekawe jak Yuuki sobie radzi? - Powiedziała z zamyśleniem myjąca naczynia kobieta.
-Z tego, co mi mówił i pokazywał to świetnie. Potrafi zamienić się lwa. - Odparła córka z uśmiechem. - Twoi malutcy chłopcy dorastają!
-Racja. - Przytaknęła z uśmiechem starsza kobieta, odkładając przy tym ostatni talerz.
-Może niedługo ich odwiedzimy razem, we trójkę? Przy okazji Yuuki i Yukihyou będą mogli razem potrenować, oczywiście pod obecność Hishamy i moją. Ktoś ich musi jednak pilnować - Zaproponowała 30-letnia kobieta, podchodząc do stołu i zajmując wolne miejsce, naprzeciw swojej córki.
-W sumie czemu nie. Może tym razem wykażą i nie będą próbowali się pozabijać, jak zwykle. - Powiedziała niezbyt zadowolonym tonem Mitasha. - W zasadzie zastanawia mnie, dlaczego Hishama w ogóle zgodził się wziąć Yuukiego, przecież on nienawidził mojego męża. Uważał, że to on powinien być przywódcą. Z początku nawet na nasze dzieci nie chciał spojrzeć...
-Ludzie potrafią zrozumieć, co jest ważne dla nich dopiero, gdy to się skończy. Pewnie poczuł, jak ważny był dla niego tata. - Ze spokojem i zamyśleniem rzekła Nitasa.
***
Yukihyou siedział "po turecku" na ziemi przed domem. Jego oczy były zamknięte. Przez okno, co jakiś czas spoglądała Mitasha. Chłopiec o tym wiedział, ale nie zawracał sobie teraz tym głowy. W końcu zerwał się z ziemi.
-Cholerna technika! - Wrzasnął głośno. - Już prawie te chrzanione DNA poprzestawiałem! Kurde czy to musi być takie trudne i rozpadać się co chwila? - Zapytał, mimo że nikogo w pobliżu nie było, kto mógłby mu udzielić odpowiedzi. - Wiem, pójdę zapytać Nitasy, co zrobić, aby te DNA się nie rozsypywało! - Jak pomyślał, tak też uczynił i ruszył w stronę domu. Złapał dłonią za klamkę, gdy usłyszał znany mu głos.
-Yukihyou! Witaj, Baranie! - Słowa odbiły się echem w głowie młodszego syna. Od razu poznał ten głos, to był Yuuki. Zaraz po tym usłyszał odgłos uderzenia, odwrócił się i zobaczył, jak jego wujek uderzył chłopaka w tył głowy.
-Wyrażaj się. Nie przyszliśmy tutaj po to, abyście mogli się pozabijać - surowy, niski głos rozbrzmiał po okolicy.
-Przepraszam. - Odparł Yuuki.
-Witaj, co was tutaj sprowadza? - Zapytał młodszy, a w tym samym momencie drzwi od ich mieszkania się otworzyły, a przez nie wyszły kobiety. Mitasha od razu podbiegła do Yuukiego i go uściskała mówiąc do Hishamy. - Witaj. Co was sprowadza? Czyżbyś już miał dość opieki nad moim synem?
-Skądże. Przyszliśmy zobaczyć, jak Yukihyou radzi sobie z treningiem. W razie jakichś kłopotów Yuuki chciałby mu pomóc, prawda? - W tym momencie surowe spojrzenie zostało rzucone starszemu synowi Yukiro.
-To może wejdziecie na chwilę, Yukihyou chyba powinien odpocząć? Trenował non stop już 4 godziny. - Powiedziała opiekuńczym tonem Mitasha.
-W zasadzie ja już powinienem iść. Jako przywódca klanu mam teraz bardzo wiele obowiązków, a za chwilę zacznie się rada. - Odpowiedział Hishama. - Wrócę po niego za góra dwie godzinki. - Dodał odchodząc w stronę siedziby Taikage.
-Dobrze. - Odparła Nitasu równo ze swoją matką.
-Do zobaczenia. - Yuuki rzucił wujkowi na odchodne.
***
Cała czwórka siedziała w kuchni, przy stole. Przed każdą z osób stał kubek. W przypadku kobiet była w nim kawa, a u chłopców herbata. Yukihyou przyglądał się ze zdziwieniem Yuukiemu, który nie reagował na to.
-To opowiedz może, jak jest u wujka. Nie jest dla Ciebie zbyt surowy? - Przerwał ciszę głos najstarszej osoby w pomieszczeniu.
-W zasadzie od razu po powrocie z akademii wymaga ode mnie, abym zjadł obiad w czasie nie dłuższym niż 15 min. oraz przygotował się w kolejne 15 min. na trening. Następnie zawsze idę z nim za jego mieszkanie i trenuje mnie. Może i jest pod czas tego surowy, czasami nawet wydaje mi się, że za bardzo. Jednak dzięki temu bardzo szybko stałem się o wiele silniejszy. - W tym momencie Yuuki spojrzał na swojego brata. - Musisz się tak gapić?
-Dawno Cię nie widziałem, braciszku. - Z wrednym akcentem i takim samym uśmiechem odpowiedział Yuukihyou.
-Dobra nie ważne. - Dodał Yuuki zanim którakolwiek z kobiet zdążyła zacząć ich uspokajać. Wzrok chłopaka powędrował na matkę. - No i też nauczyłem się panować nad emocjami. Przynajmniej w pewnym stopniu. Ciocia zaś jest opiekuńcza i świetnie gotuje. Czyli ogólnie nie mam na co narzekać. - Dodał starszy z chłopców.
-Wydaje Ci się, bo dawno nie jadłeś nic przygotowanego przez mamę. - Rzucił bez namysłu młodszy, na co jego matka odrobinę się zarumieniła.
-Oj, nie wychwalaj, bo jeszcze się okaże, że gotuję gorzej i będzie wstyd. - Dodała od siebie Mitasha. Nitasu przez cały ten czas spoglądała po kolei na członków swojej rodziny, najdziwniejszy wzrok padał na Yuukiego. Tak, jakby nie mogła uwierzyć, że to on, albo zastanawiała się, co mogło się mu stać, że nagle stał się aż tak dojrzały.
***
-Zauważyłeś już, że te miecze nie są zwykłą bronią? - Zapytał Yuuki stojąc naprzeciw swojego brata. Podczas wypowiadania tych słów powoli wyjął swoją katanę, złapał ją oburącz i trzymał przed sobą. - Śmiało, wyjmij swoją. Jedna zasada - nie potnijmy się tym razem. - Dodał z uśmiechem. Yukihyou ze zdziwieniem chwycił za swoją broń i wyjął ją szybkim ruchem, jedną ręką. Trzymał ją ostrzem wychodzącym z zewnętrznej części dłoni. Zupełnie nieświadomie, a dokładnie tak samo, jak jego ojciec niegdyś. Nitasu i Mitasha stały z boku i patrzyły na młodych. W tym Nitasu w pełnej gotowości, aby zatrzymać w razie czego braci.
-Powodzenia. - Rzucił starszy uderzając kataną o katanę brata. Następnie zrobił trzy kroki w tył. - Zaczynaj. - Słowo się rzekło, a Yukihyou już zrobił parę kroków i wykonując potężny zamach przeciął powietrze tuż przed twarzą brata. Gdyby starszy z nich nie odskoczył na pewno zostałby ranny. Od razu w rozpędzie odwrócił się, przekładając miecz do lewej ręki wykonał pchnięcie tuż pod własną pachą. Tym razem również mógł trafić brata, ale ten odskoczył. Chłopiec więc skumulował trochę chakry pod stopami i wyskoczył okręcając się w powietrzu tak, że upadł na nogi, twarzą do przeciwnika.
-Masz zamiar tak tylko unikać, czy raczysz wykorzystać ten sprzęcik? - Rzucił do Yuukiego w celu sprowokowania go do ataku. Zrobił to tak delikatnym słownictwem, aby jego siostra się nie wmieszała.
-Oczywiście. - Yuuki się zaśmiał, a dookoła ostrza jego katany pojawiła się czerwona aura.
-Co to ma być? - Zapytał zdziwiony Yukihyou. Nie wiedział, czy to jakaś technika brata, czy właściwości miecza.
-Zdolność miecza do wykorzystywania chakry. Wystarczy do katany przesyłać chakrę. W tym trybie jest o wiele ostrzejsza i twardsza. - Odparł starszy z chłopców. - Spróbuj skierować strumień energii na rękojeść. Powinno ci się udać, to nic trudnego.
Yukihyou za radą starszego brata zaczął przesyłać powoli, ale równomiernie chakrę do swojej katany. Tą zaczęła pokrywać delikatna, niebieska aura.
-Więcej chakry, śmiało. Nic się nie zepsuje. - Pośpieszył Yuuki. Yukihyou odpowiedział mu swoim wrednym uśmiechem.
-Więc to tak działa. Już rozumiem, dlaczego nasz ojciec tak bardzo chciał, aby trafiły do nas. - Powiedział ze swoim uśmiechem. - W dodatku sam na to nie wpadłem. No cóż, ale teraz wiem już coś na ten temat. Nie myśl sobie, że dam Ci fory za to, że mi powiedziałeś o tym.
Gdy młodszy skończył mówić Yuuki wybiegł w jego stronę. Stanął około metr od swojego brata i machnął kataną celując w tułów, przy czym delikadnie odchylił się do tyłu. Młody sparował to uderzenie swoją kataną, co spowodowało posypanie się kolorowych iskr z broni. Od razu chciał skontrować atak przesuwając katanę wzdłuż czerwonego miecza i uderzyć w rękę, ale Yuuki odciągnął miecz i odskoczył. Yukihyou podbiegł do brata i wymierzył mu silne cięcie mierzone w ramię. Yuuki w efektywny sposób okręcił się na prawej nodze tak, że był na wprost miecza młodego i swoją kataną uderzył przy samej rękojść tak, że niebieskawa broń została puszczona i przeleciała dosłownie centymetr od ciała starszego z braci. Za nim wbiła się w ziemię, a aura zniknęła.
-To koniec. - Powiedział z uśmiechem Yuuki chowając swoją katanę, podczas czego czerwona aura znikała.
-Brawo Yuuki. - W furtce stanął Hishama. - Skończyłem już. Możemy wracać. Dzięki Mitasha. - Rzucił nie podchodząc bliżej, a Yuuki podbiegł do niego mówiąc. - Do zobaczenia.
Oboje ruszyli w głąb wioski, a Yukihyou podszedł do swojej katany podniósł ją i przyglądał się jej przez chwilę.
-Wiedziałyście, że ta broń potrafi coś takiego? - Zapytał kobiety. - Gdy ma aurę wydaje się lżejsza, bardziej zwrotna, a jej uderzenia jakby były dodatkowo wzmocnione...
-Nie i zastanawiam się, czy Yuuki sam to odkrył, czy czasem ktoś mu nie pomógł. - Odpowiedziała podejrzliwym tonem Mitasha.
-W sumie co złego, jeżeli odkrył to Hishama. Ważne, że obaj potrafią korzystać z tej broni o wiele lepiej. Choć dziwi mnie to, bo nawet ojciec nie wiedział o tym. - Powiedziała zamyślonym tonem Nitasu, gładząc się przy tym po włosach.
Część 5: Ostatnie spotkanie
Kolejny dzień, a raczej czas spędzony w akademii dobiegł końca. Yukihyou poprzez doskonale oświetloną, przez słońce wioskę, wracał do domu. Tradycyjnie tą samą drogą, którą chodził już drugi rok. Ubrany w spodenki i niebieską koszulkę ze znakiem Sawy posiadał przy boku katanę. Bez niej nie ruszał się już nawet do toalety, więc to, że nosił ją do akademii nie było niczym dziwnym.
W połowie drogi zauważył przed sobą Yuukiego. Ten chłopiec był ubrany podobnie do niego. Jednakże zarówno i spodenki, jak i koszulka była czerwona, a zamiast znaku Sawy widniał znak klanu Animaru. W dłoni starszego z braci była już katana otoczona czerwoną aurą.
-Proszę, proszę. Co my tu mamy? – Zapytał z zadowoleniem Yukihyou.
-Normalnie bym cię zabił znienacka, ale dam ci fory przez to, że jesteś moim bratem. – Głos starszego z nich był opanowany i donośny. W dodatku w alei nie było nikogo poza nimi. Byli zupełnie sami, a wiatr rozwiewał ich włosy i powodował falowanie ubrań.
***
Mitasha i Nitara biegły, jak najszybciej potrafiły w stronę akademii. Wybrały drogę, którą zwykł chodzić Yukihyou.
-Jak to Yuuki chce zabić Yukihyou? Nie chce mi się w to wierzyć. – Powiedziała matka Nitary.
-Nie mam pojęcia. Biegnij! Musimy zdążyć zanim się na prawdę pozabijają. – Odpowiedziała córka Yukiro, przy czym nieznacznie przyśpieszyła.
-I dlaczego Hishama nie chciał z nami iść ich powstrzymać?! – Zapytała wręcz retorycznie starsza kobieta. - Nie podoba mi się to!
***
Yukihyou powoli wyjął swoją katanę z pochwy. Jednak na razie nie napełniał jej chakrą.
-Więc czekałeś tutaj na mnie tylko po to, abym mógł Cię zabić? – Uśmiech na twarzy młodszego się poszerzył. Podobnie stało się z twarzą starszego po usłyszeniu tych słów.
-Nie uważasz, że jesteś zbyt pewny siebie, co? – Zapytał Yuuki biegnąc w stronę ubranego na niebiesko. Katana z czerwoną otoczką została wymierzona w głowę. Jednak Yukihyou okręcił się na ziemi w prawy bok, w sposób dość dynamiczny i zręczny. Niczym wprawiony w boju wojownik wyprostował ramię ze swoją kataną, celując pchnięcie w brzuch. Jednak katana została zbita poprzez broń Yuukiego. Starszy od razu po tym chciał odmachnąć czerwonym mieczem w drugą stronę, po skosie od dołu. Planował zahaczyć ostrzem o szyję i twarz Yukihyou. Jednak młodszy brat od razu odchylił całe ciało do tyłu i upadł na plecy. Zgromadził chakrę w mieczu i wyciągnął go przed siebie, oczekując ataku brata.
***
-Widzę ich! – Krzyknęła Nitara. - Cholera już walczą! Jeden z nich ma kłopoty! – Jeszcze głośniej krzyknęła. W tym momencie starsza już kobieta, matka braci, przyśpieszyła z napływem adrenaliny. Znacznie wyprzedziła swoją córkę.
***
-Mówiłem, że jesteś zbyt pewny siebie. – Słowa rozniosły się wraz z odgłosem zderzenia katan. Yuuki wyprowadził uderzenie z całego ciała, schylając się w stronę brata. Yukihyou udało się utrzymać katanę pomimo silnego uderzenia. Od razu wykorzystał też pozycję pierwszego syna Yukiro. Podciągnął nogi tak, aby kolanami dotykały klatki piersiowej i z całej siły rozprostował je uderzając w brzuch Yuukiego. Odrzuciło to 16-latka, co dało czas młodszemu na podniesienie się. Oboje nie zauważyli, że zaledwie 10m od nich była Mitasha i 20m dalej Nitara.
Yuuki zrobił dwa kroki do tyłu, po czym szybsze trzy w stronę Yukihyou wymierzając cięcie w jego głowę. Młodszy od razu mierzył z drugiej strony w katanę brata, aby ją wybić mu z dłoni. W tym momencie między nich wbiegła Mitasha. Ani jeden, ani drugi nie zdołał zatrzymać katany. Bronie spotkały się w głowie ich matki. Krew prysnęła i oblała oblicza obu braci. Górna część głowy wraz z mózgiem i nadal otwartymi oczyma przechyliła się w bok i upadła na ziemię. Reszta ciała szybko oblała się krwią i osunęła na ziemię. Obaj byli w szoku, aury zniknęły z ich katan. Oboje osunęli się na kolana, a ich bronie opuszczone upadły obok ciała matki. Nitara zszokowana przerwała bieg. Zarówno w jej oczach, jak i pczach braci pojawiły się łzy. Parę sekund po tym Yuuki złapał swoją katanę, wręcz błyskawicznie zmienił się w lwa i zaczął biec. Zza budynków podbiegł do niego dość duży pies.
-Doskonale Yuuki. Co prawda miałeś zabić Yukihyou, ale zabicie Mitashy jest dla nas korzystniejsze. – Yukihyou usłyszał głos wujka dobiegający z pyska psa.
***
Dzwony na cmentarzy biły dość głośno, głośniej niż na innych pogrzebach. Padał deszcz. Ludzie ubrani w czarne płaszcze z kapturami stali przed nowym nagrobkiem. Był tutaj cały klan Animaru oraz przedstawiciele wioski, w tym Taikage. W końcu Mitasha była żoną byłego przywódcy jednego z najcenniejszych klanów dla tej wioski. W zasadzie brakowało tutaj jedynie Yuukiego i Hishamy.
Yukihyou z Nitarą stali najbliżej nagrobka. Zarówno kobieta, jak i 15-latek mieli twarze mokre, od deszczu i od łez. Byli jedynymi osobami na cmentarzu, które nie miały założonych kapturów.
-Dlaczego, dlaczego to musiało się stać? – Zapytał przez łzy, patrząc w niebo Yukihyou.
-Nie mogliście się tego spodziewać. – Rzekła Nitasu obejmując lewą ręką brata. Pogładziła go w lewe ramię.
-To wszystko, to... – Mówił poprzez szlochanie. - To wina Yuukiego.
-Nie wolno Ci tak myśleć. Jesteście oboje winni, ale nie tak jak mama, która wbiegła między wasze ostrza...
Część 6: Prawda
Dookoła były drewniane ściany, w jednej z nich okno wychodziło na gęsty las przysłonięty wielką ilością kropel wody. Mimo deszczu było dość ciepło, bo woda od razu parowała tworząc mgłę. W środku było jedno łóżko, stosunkowo duże jak na pokój mający zaledwie kilka metrów kwadratowych. Przy nim mała szafka, tak zwana „nocna”. Na przeciwko tego stała duża szafa i biurko z krzesłem. Wszystkie meble były wykonane w nietypowym dla tej części świata stylu, a mianowicie wyglądały na gotyckie.
Yuuki siedział na krawędzi łóżka, na jego twarzy widniało parę nie wytartych łez. Po jego prawej stronie siedział Hishama, na którego chłopiec spoglądał agresywnie, jakby miał go zaraz zaatakować. Jednak doskonale wiedział o wyższości wujka w walce i swoją rządzę. Przed jego nogami leżała katana, była czerwona, ale tym razem nie była to aura spowodowana chakrą, a krew.
-Dlaczego mi kazałeś to zrobić? – Rzekł w końcu przez zaciśnięte zęby. - Dlaczego akurat tego dnia przebiegła tam moja matka i siostra?! – Podczas mówienia gniew chłopca się nasilał.
-Uspokój się. – Powiedział ze spokojem mężczyzna. - Jeżeli mi pozwolisz postaram się ci wszystko szczegółowo wyjaśnić. – W tym momencie jego wzrok skierował się na znak klanu widniejący na przodzie czerwonej koszulki Yuukiego. - Klan, z jednej strony wspierająca się rodzina, a raczej tylko widziany z zewnątrz tak wygląda. Na prawdę to...
-Przestań chrzanić! – Wrzasnął Yuuki przerywając Hishamie, podczas gdy słuchał jego słów na twarzy pojawiło mu się więcej łez. - To niczego nie zmienia! To wszystko to twoja wina! – W tym momencie pieść młodego pod wpływem emocji się wyrwała i uderzyła oblicze jego wujka. Mężczyzna ani się nie bronił, ani też po uderzeniu nie wyglądał, aby miał za złe swojemu bratańcowi to uderzenie.
-Przepraszam. – Yuuki mimo wszystko wystraszył się, że wujek zastosuje wobec niego jakąś karę. Choć w głębi czuł, że jedno uderzenie to zdecydowanie za mało w tym przypadku.
-Nie szkodzi. – Odparł ze spokojem mężczyzna. - W zasadzie jestem ci winny wyjaśnienia, więc pozwolisz?
-Tak, mów. – Pozwolił szorstkim głosem.
-Jak pewnie już wiesz jestem bratem twojego, zmarłego już niestety, ojca. Starszym bratem. – Zaczął Hishama. W tym momencie na chwilę się zatrzymał, jakby szukał odpowiednich słów w swej głowie. - Często się z nim kłóciłem, podobnie jak ty z Yukihyou. Uważałem, że jestem od niego silniejszy i w zasadzie tak było. Walczyłem z nim tuż przed wyborami na przywódcę klanu, gdyż byliśmy jedynymi kandydatami na to stanowisko. Pomimo mojej wygranej członkowie Animaru wybrali na swojego przywódcę Yukiro. Na początku planowałem zrobić zamach stanu i pozbawić go władzy. Jednak z czasem udało mi się pogodzić z tym, że to mój młodszy brat został przywódcą. W końcu byliśmy nadal rodziną. Z czasem zacząłem z nim budować pewną więź, coś w stylu braterskiej. W pewnym momencie byłem dla niego kimś w rodzaju doradcy. – Mówił wolno, po każdym zdaniu brał głębszy wdech. - Nieco ponad 15 lat temu, jak już wiesz zginął Twój ojciec, a tego samego dnia narodził się Twój brat. Jednak jego śmierć była spowodowana ofiarą. Użył śmiertelnej techniki, aby powstrzymać bestię przed zniszczeniem Sawagakure no Sato. Zgadnij co zrobił klan, aby pomóc? Zupełnie nic! Wiedzieli o walce, a nawet nie wyruszyli wesprzeć swojego przywódcy. Woleli w spokoju oczekiwać przyjścia na świat Yukihyou. Tak to prawda, winę za śmierć Twojego ojca ponoszą Twoi najbliżsi – Mitasha i Yukihyou. – Zakończył z poważniejszą i pewniejszą miną. - A przede wszystkim twój młodszy brat, przez którego też zginęła Mitasha.
-Więc to przez tego śmiecia?! – Rzucił pytająco Yuuki z większą irytacją niż wcześniej na wujka. - To, że zginęli moi rodzice, to wszystko wina tego przeklętego Yukihyou!
-Dokładnie! – Powiedział głośniej, z uśmiechem mężczyzna.
***
Kolejny pokój, w którym znajdowało się zupełnie to samo, co w pokoju Yuukiego. Okno również było tutaj skierowane na las. Nie można jednak dokładnie określić, czy w tą samą stronę, gdyż drzewa wszystko zasłaniały w przypadku obu pejzażów. Na łóżku Hishama leżał ze swoją żoną.
-A więc zabili Mitashę, jak planowałeś? – Zapytała retorycznie kobieta w wieku podobnym do tego, który miała zmarła matka Yuukiego, a mianowicie 47 lat. - Doskonale. – Dodała po chwili.
-Owszem, w dodatku wydaje się, że chciałby się zemścić na klanie i Yukihyou za śmierć swego ojca. – Hiroshama rzekł do kobiety.
-Jeszcze lepiej! – Odparła z podekscytowaniem żona mężczyzny. - Trzeba go wytrenować. Dzięki Enishi będzie w stanie dłużej i efektywniej korzystać z technik „Okina”. Wykorzystamy go do zniszczenia klanu Animaru!
-Dokładnie! Wreszcie nadejdzie zemsta za wybranie mojego brata na przywódcę! – Zgodził się mężczyzna. - Z tego co wiem mój głupiutki brat zapieczętował ten artefakt, w czymś co mógł łatwo podzielić i ukryć. Będziemy musieli to znaleźć.
-Przy okazji skąd wiedziałeś, że gdy powiesz o tym Mitashi to wbiegnie im pod katany oraz, że zwiększy to nienawiść Yuukiego do Yukihyou? – Zapytała z zaciekawieniem.
-Przeczucie... – Mruknął Hishama.
Część 7: Koniec i początek
Długa kolejka przed salą egzaminacyjną. Yukihyou stał na jej początku. Czekał aż osoba, która jest już w środku wyjdzie. Chłopiec nie pytał o nic tych, którzy wcześniej wychodzili. Słyszał ich rozmowy z innymi dzieciakami. Dzięki temu doszedł do wniosku, że mają dla każdego przygotowane nieco inne zadanie. Niektórzy musieli zrobić Kawarimi no Jutsu z kłodą, a inni z krzesłem. Oczywiście to tylko przykłady tego, co usłyszał. W końcu wyszła ze środka zapłakana pomarańczowo-włosa dziewczyna. Jej włosy zaintrygowały chłopca oraz fakt, że płacze. Dziwiło go to dlatego, że trzymała w prawej dłoni opaskę ninja. To oznaczała tylko jedno – zdała. Była szczupła, w wieku około 15 lat, czyli była o rok młodsza od niego.
-Udało się! - Ominęła kilka osób aż w końcu krzyknęła, podskakując przy tym do góry. Na twarzy chłopca pojawił się uśmiech, gdy to zobaczył.
-Następny. – Przerwał jego rozmarzania szorstki i donośny głos z sali egzaminacyjnej. Animaru poczuł dwa mocniejsze uderzenia serca. Wywołane najpewniej strachem, że mógłby nie zaliczyć egzaminu. Po tych uderzeniach ruszył do środka.
***
Sala posiadała białe ściany, sufit również był tego koloru. Podłoga wyłożona drewnianymi panelami. Od razu uwagę przykuwał fakt iż nie było tutaj żadnego okna, ani niczego co mogłoby odwrócić uwagę. Sala wyglądała przez to na dużą. Jedynie trójka mężczyzn siedziała za drewnianym, wielkim biurkiem. W przypadku jednego z nich nie można było w sumie mówić o mężczyźnie. Na jego identyfikatorze widniało 13 lat. Zatem był młodszy od Yukihyou, a niewątpliwie silniejszy. Trochę ten fakt przytłaczał Animaru, ale mimo wszystko zamierzał zdać. Drugim z nich był nie kto inny, jak siwy, starszy dyrektor placówki. Znany był on już chłopcu więc nie powodował takich odczuć jak młody egzaminator. Trzecim był zwykły mężczyzna w wieku 25 lat. Przynajmniej wyglądał na zwykłego.
-Od kiedy przychodzi się na egzamin końcowy z bronią? – Od razu po tym jak Yukihyou stanął przed komisją usłyszał te pytanie. Było ono wypowiedziane cienkim głosem.
-Prawdziwy ninja musi być w każdej chwili gotowy do walki. – Zaczął dość niepewnym głosem. Wiedział, że musi coś powiedzieć, bo go wyrzucą. Nie zamierzał odejść bez opaski więc wymyślił powód na poczekaniu. - Nigdy nie wiadomo, gdzie można natknąć się na nieprzyjaciela. – Dodatkowo jego głos był nieco poddenerwowany. Po jego odpowiedzi na twarzach egzaminatorów pojawiło się zdziwienie, więc Animaru dodał kolejne zdania. - Nawet gdy jestem na egzaminie może się zdarzyć atak na wioskę. Wtedy ciężko byłoby mi dostać się do domu po broń. Aby móc walczyć jak najlepiej potrafię. Dodatkowo straciłbym wiele czasu oraz sił, które mógłbym spożytkować na walkę z wrogiem.
-Słuszna odpowiedź. – Rzekł najstarszy mężczyzna. Na co trzynastolatek spojrzał ze zdziwieniem, ale nie próbował się kłócić z bardziej doświadczonym od siebie człowiekiem.
-Pokaż nam dwa zastosowania chakry. Najlepiej jednocześnie. – Rzekł 25 latek szorstkim tonem. Yukihyou zastanowił się chwilkę. Wykonał on Henge no Jutsu zamieniając się w swojego brata. Następnie sięgnął lewą ręką po katanę. Trzymając ją przed sobą zaczął napełniać chakrą. Po chwili pojawiła się aura miecza. Zadziwiło to trochę egzaminatorów.
-Wystarczy, zaliczone. – Padł werdykt wypowiedziany przez samego dyrektora akademii... |
|
 |
| Dodatkowe informacje o Dragonk |
| Płeć: |
Mężczyzna |
| Numer Gadu-Gadu: |
9627876 |
| Miejsce zamieszkania: |
Pomorze |
| O sobie: |
|
|